Gall Anonim życiorys

Indeks
Enigma
 

Największa polska rzadkość:Życiorys w czystopisie.Polska norma(PN):Polską
historię nie zmieniali wielcy ludzie lecz mali politycy i mali
historycy.Studiujcie knedliczki(bubliczki)z archiwów polityczki,to raj dla
publiczki i fajno jest gdy szafa gra!
"Wymóżdżajmy!Niech każdy od narodzin,Gazetę i szklany ekranik przed sobą
ma.Niech weń w nie patrzy codziennie kilka godzin....Mózg wyparuje sam z jego
łba.(Gall Anonim z Polski).



Użytkownik Michał Wasiak <mwas@wytnij.p.lodz.plw wiadomości do grup
dyskusyjnych napisał:e7onoc$28@news.dialog.net.pl...


On Fri, 16 Jun 2006 22:20:42 +0200, Maciek Antecki wrote:
| Michał Wasiak napisał(a):

| | Przyjęcie chrztu bezpośrednio z Rzymu, w jakimś sensie uniezależniało
| | "Polskę" od wpływów germańskich.
| | Bezposrednio?

| Nie martw się, dzieci w szkole uczy się, że z
| pośrednictwem Czech. Co prawda nie wiem, co to dokładnie
| znaczyło.

| Raczej nic. Czechy same były przecież stosunkowo niedawno nawrócone -
| nie dysponowały potencjałem niezbędnym do przeprowadzenia takiej akcji.
| Oczywiście Czesi mogli pośredniczyć politycznie w całej akcji (i tak
| zapewne było), ale że zrobili coś na własną rękę, bez wiedzy i
| akceptacji cesarskiej (a wiadomo przecież jaką wagę przykładał Otton I
| do misji na kresach cesarstwa) - to zdecydowanie niemożliwe.

Jasienica wyliczy przy tej okazji całą górę słów
kościelnych, które pochodzą z czeskiego. Ale pojawia mi
się pytanie, na ile polski i czaski były wtedy
odróżnialne. Może nie były, a chodzi tylko o to, że nie są
niemieckie czy łacińskie?

--
Michał Wasiak

--


Wasze M. Waszak;

Żadne źródła historyczne dotychczas nam znane, nie podają kto dokonał
Chrztu  Mieszka I i być może jego najbliższych, oraz gdzie ten Chrzest się
odbył. Prawdomówny Gall Anonim, który podaje inne wcześniejsze
szczegóły z życia Piastów,  Mieszka, w tym w wypadku, aktu Chrztu milczy.


| Nie martw się, dzieci w szkole uczy się, że z pośrednictwem Czech.


Mnie uczono wiele rzeczy z książek Heleny Michnik. Dziś każdy o zdrowych
zmysłach jak najszybciej chce ze swego życiorysu te *lekcje* wyrzucić.



Gdzie ten dowód, do diaska?
> W książce W. Łysiaka pod tytułem "Empirowy pasjans" znajdują się całe zdania
> żywcem wyjęte z " Napoleona i jego marszałków". Nie został przepisany jeden
> konkretny fragment, jednak podobieństwo wielu zdań jest uderzające.

Gdzie tu logika? "Żywcem wyjęte", a potem "nie został przepisany konkretny
fragment".
Łysiak pisząc o Napoleonie, i w ogóle o całej epoce napoleońskiej nie wymyśla
faktów, anegdot, bitew itd. Jeśli ktoś wcześniej pisał frapująco o Napoleonie,
to ktoś, kto to robi równie interesująco, nie jest plagiatorem przez sam fakt,
że pisze o tych samych ludziach, zdarzaniach, tezach.
Może miał wymyślać anegdoty? Może trzeba było wymyśleć na nowo całą historię
wojen, życiorysy marszałków, przebieg bitew, nazwiska bohaterów?
Czy sądzisz, że z kolei sam Macdonell wymyślał anegdoty o Napoleonie? Może to
on w ogóle Napoleona wymyślił i ma do niego autorskie prawa majątkowe i
osobiste?
Czy jeśli ktoś z historyków, pisarzy napisze o zdarzeniach historycznych
przedstawionych uprzednio np. przez Jana Długosza to wtedy też powiesz, że to
plagiat? Karol Bunsch pisząc o Piastach jest więc w takim pojmowaniu
plagiatorem Galla Anonima i Kadłubka. Czy to byłoby poważne?

Tak już na marginesie: skąd te 60 procent? Może 65 albo 80? Dlaczego nie? Jeśli
60, to znaczy, żeś liczył, a jak liczył, znaczy, że masz tę książkę, więc daj w
końcu, proszę ponownie, owe dowody, które obiecałeś dwa miechy temu. No, chyba,
że to tylko tak, znowu, z głowy wzięte.
Nawet jeśli Łysiak 100 % anegdot powtarza, to nie jest to plagiat, On się
przecież nie przedstawia jako ich autor.

Nie odmawiam Ci prawa do powoływania się na Mackiewicza, ale po Twych ostatnich
oszczerczych postach jest to najzwyczajniej żałosne.
Ja Cię nie wyzywam od paszkwilantów - Ty nim po prostu jesteś. Sam na to
zapracowałeś.

Ja, pisząc że Lec służył komuchom, nie jestem paszkwilantem, jakeś sugerował
słodko znowu przeinaczając fakty - stwierdziłem po prostu
fakt. To nie to samo, co Ty robisz, pisząc o twórczości Łysiaka, nie znając jej.
Czy naprawdę nic nie znalazłeś o życiorysie "nieuczesanego" sługi czerwonych z
lat 1944-1956, że domagasz się tego bym ja to uczynił, tzn. oświecił Cię?
Dobrze, zrobię to niedługo.

Na łamach "Polityki" Łysiak pisał o ochronie zabytków, o Wenecji, a nie o
wyższości czerwonego nad imperializmem, nie chwalił socjalizmu, nie podlizywał
się władcom obozu.
Czy Ty rozróżniasz te rzeczy?
Jakby pracował np. w drukarni, to też zawsze można powiedzieć, że jej
dyrektorem był jakiś komuch, więc ci, którzy w drukarni pracowali są "be". Już
o tym pisałem, nie przeczytałeś uważnie.
Czy masz jeszcze jakiś inny, ciekawy "argument" z "Polityką"?
Wyjaśnij mi ten "etyczny maksymalizm", proszę.
Ponowię pytania o to, czy czytałeś wymienione w poprzednim mym liście książki
Łysiaka? Ten "kabotyn" już jest ta wyświechtany przez lewaków, że znalazłbyś
coś innego.

Grzegorz Hajduk



Łau! No to teraz dopiero mamy jaja!!! Do środy marszałek broni kandydatury
Klocka jak niepodległości, a dwa dni później (po interwencji ministra) przyznaje
z rozbrajającą szczerością, że „Adam Klocek chyba trochę przesadził z
rekomendacją swojej osoby.” – innymi słowy jest świadom, że zakwestionowane
informacje w życiorysie Klocka były nieprawdziwe. Mamy rozumieć, że mimo tej
wiedzy rekomendował Klocka ministrowi? Że nie przeszkadzało mu, że na publiczne
stanowisko i za publiczne pieniądze zatrudniony zostanie, jak już teraz nawet
sam nieśmiało przyznaje, oszust. Przykre, że poziom naszego życia publicznego
potrafi spaść na takie dno.
Jestem ciekaw co będzie dalej. Jakby nie było, przez Klocka marszałek skończył z
dużym, czerwonym i zgniłym pomidorem na twarzy. A jego doradcy i zastępcy od
kultury zamiast go przed tym uchronić (w końcu specjalista od metalurgii nie
musi wiedzieć wszystkiego o sztuce), to jeszcze mu wmawali, że to opalenizna, i
buńczucznie i bez sprawdzenia faktów chlapali na prawo i lewo, że „Galla Anonima
nie czytają”.
W tej chwili widać KOMPLETNY brak nowych koncepcji na rozwój największych
instytucji kulturalnych w mieście. Nowak w Operze, choć może się okazać dobrym
wyborem, jest tylko powrotem do starych rozwiązań. Reszta to pasmo porażek. Dwa
lata czeka się z wyborem dyrektora filharmonii, a potem nagle wybiera się go na
„łapu-capu” na kilka tygodni przed rozpoczęciem sezonu i na dwa tygodnie przed
odejściem Berwaldta. (Zaraz po mianowaniu Klocka, a jeszcze na długo przed
anonimem „Ruch Muzyczny” we wstępniaku wypowiadał się o pewnej filharmonii, w
której po wariacku i w ostatniej chwili wybiera się dyrektora, a potem dzwoni
tylko po ludziach, żeby post-factum zasięgnąć opinii. Wszyscy w środowisku
wiedzieli, że chodzi o Kraków.) Nikt z urzędasów nie miał dosyć oleju w głowie,
żeby rewelacje Klocka sprawdzić w Londynie czy w Stanach – zdano się na jego
bujną fantazję w wykręcaniu się z całej sprawy. Nie zauważono, że coś się w tych
jego bajeczkach nie zgadzało. Np. że jeszcze niedawno opowiadał o tym jak to
właśnie zadyrygował swój wspaniały debiut w Arizonie jako Pierwszy Dyrygent
Gościnny, a teraz nagle okazuje się, że to tylko były „rozmowy na temat
koncertów” (o których też w Arizonie nikt nie słyszał). Rozbawił mnie komentarz
urzędu, że odstąpiono od konkursu, bo „do konkursów nie zgłaszają się ci
najwięksi”. I mieliśmy „wielką gwiazdę” – mitomana z prowincjonalnej
filharmonii (porównywanie go z Beenhakkerem, to była czysta kpina). Na pewno
można znaleźć kogoś fajnego na to stanowisko, tylko czy Kalisz to akurat
najlepsze miejsce do szukania? Trzeba się trochę porozglądać po świecie.
Panie Marku, aż boli na to patrzeć! Niech Pan pójdzie w poniedziałek do urzędu,
wywali na „zieloną trawkę” ludzi, którzy wykazali się gorszą wiedzą na temat
kultury, internetu i obsługi telefonów niż forumowicze, Meloman z Krakowa i
Wyborcza, a Klocka niech Pan pozwie do sądu za to, że kłamiąc przyprawił Panu
taką „gębę”. Może tam warto byłoby zobaczyć jego zagraniczne „dyplomy”,
„kontrakty” i tytuły. Niech Pan ratuje swój honor i przyszłość kultury w tym
mieście!!! Przy okazji uratuje też Pan wiarygodność ministra, bo Klocek teraz
gada na prawo i lewo, że „miał właśnie dyplom przedstawić, ale minister się
pospieszył z decyzją”.
A do „Melomana z Krakowa” – jeśli się Pan kiedyś ujawni, to ma Pan u mnie duże
piwo, a może i szampana. Tym co Pan zrobił pokazał Pan nam wyraźnie jak chore
jest u nas działanie instytucji kulturalnych i jak łatwo ulegają hochsztaplerom.
Dzięki Panu uniknęliśmy takiej zadymy jak z Nowakiem w Poznaniu, albo Stupelem w
Łodzi. Mam nadzieję, że siedzi Pan w jakiejś instytucji w naszym mieście i
wykorzystuje swoją wiedzę i profesjonalizm dla pożytku Krakowa. Wiedzę i
profesjonalizm, których najwyraźniej za nasze ciężko wypracowane podatki w
urzędzie marszałkowskim nie jesteśmy sobie w tej chwili w stanie kupić.



 
 
Pokrewne
 
 
   
Copyright 2006 Sitename.com. Designed by Web Page Templates